D&D Barrowmaze & Sandbox, cz. 14

Ten raport jest próbą naśladowania pewnego systemu z Earthdawna, gdzie gracze piszą raporty z perspektywy postaci, a te są edytowane przez archiwistę, którego uwagi i przypisy mogą dostarczać cennych informacji. Gracz dostaje także punkty doświadczenia.

"Do Skryby Imana z Zakonu Słonecznych Ostrzy!

Witaj, Imanie. Nawet tutaj, na północy, słyszałem o wielkiej bitwie pod Ashington. Mam nadzieję, że żadnemu z naszych przyjaciół, braci, nic się nie stało, i, że straty wyrządzone orkom są równie wielkie, a nawet większe od tych słyszanych w plotkach. Chcę jednak, byście wiedzieli, że i ja tutaj nie próżnuję, a zwalczam Chaos z równą Wam zawziętością!

Przeżyłem wiele walk w Kurhanach nieopodal miasteczka Ellesmore. Zyski z tego przedsięwzięcia były przeogromne, jednak... straty podobnie. Zginęło tam około dwudziestu wojowników, a także jeden kapłan, zabity przez truciznę. [1] Mag Seuu, z którym dotychczas współpracowałem, postanowił odejść, najpewniej w obawie o własne życie. Widząc ogrom strat przy przebijaniu się przez kolejne pokoje Kurhanu, postanowiłem odłożyć dalsze walki i dać sobie chwilę czasu na przemyślenie taktyki walki w ciasnych korytarzach. Miejsce Seuu zastąpił Killorge, wojownik z odległych krain, w walce wspomagający się potężną magią. Podczas kilkudniowego odpoczynku, obecny tu skryba Anselm zdefiniował znalezioną przez nas magiczną kulę jako artefakt "Źródło Prawa", który powinien zostać wrzucony do Dołu Chaosu w labiryncie, aby przestały z niego wychodzić potwory. [2] Ja natomiast, zasłyszałem plotkę o szlachcicu, który został bezprawnie uwięziony przez dzikich ludzi, sługi Chaosu, mieszkające kilka dni drogi od miasta. Wraz z Killorgem postanowiliśmy udać się tam, by wybadać sytuację. Powołaliśmy nowy, najemniczy oddział, tym razem wspierany przez dwóch krasnoludzkich wojowników. Dodatkowo zgłosił się do nas łowca znany jako Cole Colby, którego, ze względu na umiejętności pozwalające przetrwać w dziczy, powitaliśmy z radością. Pięciodniowa wędrówka nie przyniosła żadnych dodatkowych przeciwności. Wioska, którą zastaliśmy, zawierała jedynie kilka drewnianych domów, zbudowanych w zupełnie odmiennym stylu od naszego, cywilizowanego. Centrum społeczności dzikich było wzgórze, a także jaskinia we wzgórzu. Dzięki krótkiemu zwiadowi Cole'a, którego wspomogliśmy naszyjnikiem niewidzialności, mogliśmy oszacować siłę plemienia jako niewielką. Nie mniej jednak, chcąc rozwiązać sprawę bez zbędnego rozlewu krwi, wyruszyłem do wioski wraz z Killorgiem, by porozumieć się z dzikimi. Nasze przybycie wywołało wśród cywili panikę, jednak szybko stanęło naprzeciw nam dwóch prymitywnych wojowników. Krótki dialog jednak nie dał mi żadnych wątpliwości - współpraca była niemożliwa. Odeszliśmy więc, słysząc  jedynie niejako groźbę przyrównującą nas do bohaterów z legend (za sprawą magicznego ekwipunku) i przypominającą o młodej śmierci takowych. Obeszło się jednak bez walki.



Po powrocie do ukrytego w lesie oddziału, postanowiliśmy pozbyć się tego prymitywnego plemienia. W tym celu zaczekaliśmy do nocy. Gdy zaszło Słońce, część mieszkańców udała się do tajemniczej jaskini wewnątrz wzgórza. Zaciekawieni tym fenomenem, posłaliśmy tam ponownie zwiadowcę, Cole'a Colby'ego. Niestety, tłok w korytarzu uniemożliwiał przekradnięcie się, a naszyjnik niewidzialności zawiódł w najważniejszym momencie, co doprowadziło do alarmu. Łowca na szczęście zdołał uciec, a w powstałym zamieszaniu znaleźliśmy szansę na udany atak.

Z lasu więc wyłonił się nasz czternastoosobowy oddział. Opór obrońców wioski był zaciekły, lecz daremny - prymitywne skórzane pancerze beznadziejnie chroniły ich przed atakami, zasięg naszych łuków sprawił, że przeciwnicy nie mogli się do nas nawet zbliżyć. W czasie gdy my walczyliśmy z pojedynczymi, rozproszonymi wojownikami, na szczycie wzgórza pojawił się szaman, używający jakiejś tajemniczej, mrocznej magii. Jego rytuał przywołał ciemne chmury burzowe. Natychmiast zdecydowaliśmy się zestrzelić maga, zanim zdąży użyć swej potężnej magii, jednak drogę do niego zablokowało nam dwunastu uzbrojonych ludzi. Killorge jednak załamał ich morale, powiększając się co najmniej do rozmiarów ogra, a uciekający przeciwnicy stali się łatwym celem dla łuczników. Walka zajęła nam jednak dużo czasu. Gdy w końcu stanęliśmy u stóp wzgórza, czarownik powołał potężną magię. Zanim udało nam się spozycjonować, pioruny powaliły trzech ludzi. Kilka strzał go trafiło, sprawiając, że zniknął z szczytu wzgórza, najpewniej martwy. (Choć nie mamy pewności, ciała tego czarnego maga nie odnaleźliśmy) [3]

Odwrót maga nie powstrzymał jednak potężnej burzy, przed którą musieliśmy schronić się w jaskini. Bez trudu pokonaliśmy niedobitki tam grasujące, a także odnaleźliśmy nasz cel - uwięzionego szlachcica. Uwolniliśmy go i opuściliśmy jaskinie z zamiarem odwrotu, jednakże napotkaliśmy znaczny opór w postaci ożywionego czarną magią... drzewa. Osobiście przyjąłem jego potężną szarżę. I choć część z naszych ludzi zaczęła uciekać w popłochu przed bestią, dzięki magii mojego towarzysza zdołaliśmy pokonać potwora. W obawie przed burzą zdecydowaliśmy się jednak wycofać z powrotem do jaskini. Spędziliśmy tam noc, nikt nas już nie niepokoił. Szlachcic przedstawił się jako prawowity Baron Huldra. Opowiedział nam o swoim krewnym, który umieścił go w niewoli a sam zajął jego miejsce. Postanowiłem pomóc w rozwiązaniu tej sprawy. Po powrocie do miasta i godnym wyposażeniu się, wyruszyliśmy do zamku Barona przebrani jako dyplomaci paladyńscy. Po dłuższym oczekiwaniu udało nam się dostać na audiencję barona, a tam odkryliśmy cały podstęp. Kiedy młody szlachcic zdjął hełm rycerza zakonnego w obecności dworzan, ci rozpoznali go i nie było już odwrotu dla uzurpatora. Na tron powrócił prawowity władca, a los oszusta zostawiliśmy w rękach dworu, odjeżdżając ku wschodzącemu słońcu... [4]"

Midan Tindall (paladyn 5 poziomu)

[1] Trzeba przedyskutować z wysokim kapłanem Aldriciem wydarzenia w Ellesmore i ewentualność wysłania oddziału paladynów do labiryntu.
[2] Tym powinni zająć się w pierwszej kolejności, bo o lokalizacji Tablicy Chaosu nie mamy na razie żadnych informacji.
[3] Zbyt lekceważyliśmy dzikich ludzi odkąd przestali atakować, jak widać zebrali w tym czasie nowe środki szerzenia zniszczenia. Przydałoby się zrobić rozeznanie gdzie są pozostałe ich skupiska, podejrzewam że na północy. Odkąd zamek Jakors leży w gruzach, nie ma kto pilnować ich migracji z ich natywnej tajgi.
[4] Ten prawy czyn udowodnił wartość Midana jako faktycznego championa prawa i został mu przyznany oddział konnych rycerzy zakonu.

Uwagi MG: Konnica dla paladyna wzięła się z pewnej zdolności, którą wybrał na pierwszym poziomie championa, który ostatnio zdobył, bo gramy z zasadami rozgrywki domenowej z suplementu An Echo, Resounding, o czym szerzej napiszę wkrótce.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czym jest sandbox i czy musi on posiadać losowe tabele?

Pomysł na generator przygód

Analiza pojęcia alignment w D&D na przykładzie gry Dark Spire