Barbarian Prince - recenzja

Widziałem wiele ambitnych gier, ale wcześniej nie wyobrażałem sobie takiej, w której można zrobić wszystko i bawić się w prawdziwy sandbox bez konieczności mistrza gry.


Barbarian Prince jest grą z 1981 roku, która dzięki uprzejmości wydawcy została niedawno opublikowana za darmo jako „print & play”. (Szkoda, że więcej wydawnictw tak nie robi, bo przesadzone prawo autorskie uniemożliwia legalne zdobycie wielu zapomnianych gier, także komputerowych.) Stanowi ona przykład tego, jak szybko po premierze Dungeons & Dragons ludzie załapali klimat i zaczęli wydawać wybitne i odznaczające się jakością zaskakującą jak na pionierskie projekty gry fantasy różnego rodzaju. Od razu wiedziałem, że Barbarian Prince do takich wyjątkowych produkcji należy, ale nie wydrukowałem go, ponieważ jakość skanu mapy nie zadowalała mnie. Z pewnym zawodem więc zrezygnowałem z możliwości zagrania, mając cichą nadzieję, że może kiedyś wyłoni się jakaś ku temu możliwość. Rok później tak się stało! Przypadkiem natrafiłem na przeprojektowaną wersję gry wykonaną przez Todda Sandersa. Wszystkie części zostały narysowane całkowicie od nowa i przede wszystkim opublikowane w formie odpowiedniej do wydruku. Od razu wziąłem się za poszukiwanie porad jak wydrukować grę planszową. Ostatecznie zamówienie wykonałem w drukarni zajmującej się drukiem cyfrowym. Plansza (w formacie trochę większym niż A3) i inne karty wyszły w świetnej jakości i kolorach, tak że moja gra wygląda jak profesjonalne wydawnictwo. Niestety wykonanie tego wszystkiego było bardzo ciężkie i nie obeszło się bez wielu problemów, ale fakt że w ogóle się udało to spory sukces. No i kosztowało tylko 70zł.

Barbarian Prince jest grą dla jednego gracza. Założenie i fabuła oparte są na ciekawym pomyśle. Książę jednej z północnych prowincji został zdradziecko pozbawiony tronu i musiał uciekać ze swojego zamku. Celem gracza, który steruje księciem Cal Arathem, jest zebrać 500 sztuk złota potrzebnych na wynajęcie armii do odbicia zamku (więc trochę przesadziłem we wstępie pisząc, że to pełen sandbox, skoro jest konkretny cel gry, ale tym lepiej). Trzeba tego dokonać przed upływem 70 dni, ponieważ po tym czasie uzurpator sprowadzi posiłki od swoich przymierzeńców i będzie zbyt silny aby go pokonać. Sposobów zebrania pieniędzy oczywiście je wiele. Gra wyróżnia się tym, że jest mało abstrakcyjna jak na planszówkę, ponieważ mechanika obejmuje dość dokładnie czynności, jakie wykonuje się próbując przetrwać na dzikim pograniczu i wywalczyć sobie bogactwo. Przypomina w ten sposób trochę RPG grane jako sandbox w dziczy, ale nie do końca, pewień stopień abstrakcyjności został bowiem zachowany. Dlatego bardziej ma się wrażenie obcowania z grą planszową, a wiele rzeczy pozostawionych zostało naszej wyobraźni. Co więc można robić na planszy? Większość czasu spędza się na podróży przez równiny, wzgórza i lasy, i w procesie tym często się gubi oraz napotyka różne niebezpieczeństwa. Niezbędne jest zapewnienie jedzenia dla siebie, swoich ludzi, a także wierzchowców, jeśli te nie mają dostępu do trawy, więc można polować lub kupować zapasy w nielicznych punktach cywilizacji. Tych jest kilka rodzajów: miasta, zamki, świątynie, a także specjalne lokacje, które nie są oznaczone na mapie i można na nie natrafić losowo, takie jak wieża maga, obóz orków, baza goblinów. Kierunek poruszania się po planszy można oczywiście wybrać według uznania, a eksploracyjny charakter rozgrywki pogłębia kolejna mechanika, jaką jest udźwig. Bardzo mnie zaciekawiło to, że także złoto ma swoją wagę, podobnie jak w starym Dungeons & Dragons. Jeśli brak nam wystarczającej ilości zwierząt jucznych i ludzi w drużynie, można wykonać skrytkę na swoje rzeczy i ją zakopać. I tak dalej, tyle jest rzeczy do zrobienia w tej grze... Zdobywanie skarbów i magicznych przedmiotów w ruinach, szukanie szczęścia lub guza w tawernach i ulicach miast, dyplomacja z lokalnymi lordami. Na dodatek zasady są proste i świetnie zorganizowane, tak że zacząć grać można po 10 minutach. Ważnym aspektem gry jest też zbieranie drużyny. Najemne postacie pełnią rolę drugorzędną, bo nie jest to jak drużyna w RPG, tylko raczej grupa zbrojnych oraz specjalistów, którzy pomagają księciu.

Żeby czytelnikom łatwiej było zobrazować sobie, jak taka rozgrywka jest realizowana w praktyce, pokażę przykładową tabelę losowego wyniku akcji, jaką się przeprowadza. W tym przypadku będzie to próba audiencji w jednym z zamków:




A poniżej zamieszczam sprawozdanie z mojej pierwszej rozgrywki sformułowane jako historia wygnanego księcia.  

Kliknij, aby powiększyć

"Z pomocą swojego służącego, Książę Cal Arath zbiegł ze zniszczonego zamku ukryty w karawanie udającej się na zachód. Wiedząc, że po tej stronie rzeki będą go szukać, skierował się na południe z zamiarem przekroczenia nurtu. Miał szczęście, bo akurat w tym miejscu stacjonowali tratwiarze i przeprawił się z nimi na drugą stronę. Gdzie teraz? Wiedział, że na południowym wschodzie znajduje się najbliższe miasto, Cumry. Postanowił tam pójść by zobaczyć czy wieści o nim zaczęły docierać już na południe. Podróż przez bezdroża była trudniejsza niż przypuszczał, więcej czasu spędził na gubieniu się niż postępowaniu naprzód. Wieczorami polował, nie zdołał bowiem zabrać ze sobą żadnych zapasów. Mijając lasy i równiny znalazł się w końcu w mieście. Spędził trochę czasu i pieniędzy zasięgając języka w karczmie i na ulicy, ale już następnego dnia trafił na kilku strażników, którzy nie chcieli z nim rozmawiać. Być może rozponali go. Wobec dużej przewagi liczebnej Cal Arath postanowił uciekać. Zdołał ukryć się za miastem. Przypadkiem znalazł kryjówkę złodziei w opuszczonej budowli, a w niej aż 50 sztuk złota. Wrócił nazajutrz do Cumry i tym razem udał się do burmistrza. Musiał grubo zapłacić nieprzychylnym gwardzistom aby go przepuścili. I to na darmo, bo już na początku rozmowy burmistrz obraził się na niego, być może ze względu północne maniery Aratha nie pasujące tutaj, i kazał zamknąć w areszcie. Minęły dwa tygodnie, aż nadarzyła się okazja ucieczki.

Opuścił miasto i podążył na zachód. Kiedy wędrował wzdłuż łańcucha górskiego zauważył nagle krasnoluda. Wszyscy słyszeli o tym górskim ludzie, mało kto jednak widział ich na własne oczy, bowiem krasnoludy trzymały się swoich podziemnych twierdz i unikały kontatków z ludźmi. I ten nie wyglądał na zachwyconego spotkaniem. Patrzył się groźnie na Aratha, nie doszło jednak do walki i książę bez słowa podążył dalej. Upłynął kolejny dzień marszu, gdy Arath zobaczył wieżę. Okazało się, że zamieszkiwał ją czarodziej. Wysłuchał historii księcia o uzurpacji i przyznał mu rację, że to niesprawiedliwe aby tak się działo w tych ziemiach. Podarował mu więc niemałą sumę pieniędzy, po czym pożegnał.

Cal Arath wrócił do miasta, tym razem z zamiarem zdobycia najemników. Zgłosiło się dwóch. Razem wyruszyli na południe, w kierunku niebezpiecznych ruin, które jednak zachęcały potencjalnym łupem. Arath wkrótce pożałował, że nie wynajął przewodnika, bo podróż przez góry była wyjątkowo trudna i powolna. Musiał zwolnić jednego ze swoich najemnych zbrojnych, bo pieniędzy na żołd było coraz mniej. Wreszcie dotarli do ruin. Sam wiek tego miejsca okazał się zagrożeniem, ponieważ mało brakowało aby zginęli przez walące się zabudowania. Przeszukując głębiej natrafili na coś jeszcze gorszego. Uaktywniło się Zaklęcie Chaosu i dwójka poszukiwaczy postradała rozum. Książę w ostatku świadomości widział, jak jego najemnik bezmyślnie chodzi w kółko, po czym odchodzi w dal. Wkrótce sam też stracił trzeźwość, a kiedy ją odzyskał, był na pustyni. Czuł, że nie jadł od kilku dni. Zjadł trochę ze swoich zapasów i ruszył w drogę, samemu już nie wiedząc gdzie. Wkrótce dotarł do samotnej świątyni. Tam otrzymał wsparcie pieniężne dla swojej misji od wysokiego kapłana. Jednak kończyło mu się jedzenie. Akolici nie mogąc mu podarować wiele żywności, opisali drogę do najbliższej oazy. I poszedł tam książę, następnego dnia odnajdując miejsce ze źródłem wody, gdzie udało mu się coś upolować.

Dalsza podróż doprowadziła go w góry, a tam odnalazł zamek barona Huldry. Arathowi udało się uzyskać jego poparcie i trochę pieniędzy na swoją kampanię. Miał 100 sztuk złota, jedną piątą z tego co potrzeba. Jednak czasu było już mało… Skierował się miasta, które leżało na północ od zamku. Ta okolica widocznie była bardziej cywilizowana, bo od zamku do miasta prowadził szeroki trakt. Po drodze napotkał karawanę kupców, z którą ostał jeden dzień. Z jednym handlarzem tak dobrze się dogadywał, że ten ujawnił mu sekret na temat tej okolicy. Dotyczył on nikogo innego jak barona Huldry, u którego Arath dopiero co gościł. Okazało się, że ponoć baron był bękartem i uwięził prawowitego właściciela zamku na położonej na wschodzie wyżynie Wredwrok Badlands. Tam plemię wzgórzowych ludzi więziło i pilnowało dziedzica.

Cal Arath zamyślił się. Jego kampania niestety dobiegała już końca, bo czas gonił, i nie zdążyłby pewnie zebrać wystarczającej ilości pieniędzy. Ale gdyby uwolnił tego dziedzica, i przywrócił na tron, może ten pomógłby mu w jego sprawie i poprowadził armię stacjonującą w zamku Huldra, która prawdopodobnie będzie lojalna prawowitemu szlachcicowi, dlatego przewrót powinien być tu łatwy. Tylko aby ten plan zrealizować, potrzebował więcej ludzi, a na to brakowało czasu. W takim razie, wymyśli się coś po drodze, stwierdził.

Tak rozważając, od razu wyruszył na wschód. Po kilku dniach odnalazł siedzibę plemienia barbarzyńców. Pobliska jaskinia była bardzo dobrze strzeżona i pewnie tam odnalazłby dziedzica. Nie miał jednak niczego, co mogłoby mu dać przewagę. Nie mając więc wyjścia, po prostu zaatakował z zaskoczenia, rzucając się na pierwszego strażnika. Atak się udał, ale wrogów było kilkunastu. Szybko powalili księcia i tak zakończyła się jego historia."

I przygoda mojego życia.

Ta gra wymiata.

Komentarze

  1. >Barbarian Prince jest grą z 1981 roku, która dzięki uprzejmości wydawcy została niedawno opublikowana za darmo jako „print & play”.

    Wiesz, zazwyczaj w takim miejscu podaje się link, ale może to zbyt nowoczesny obyczaj

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedź na skasowany komentarz: w internecie nie ujawnia się czyichś danych osobowych.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czym jest sandbox i czy musi on posiadać losowe tabele?

Powrót do Barrowmaze, cz. 1

Pomysł na generator przygód